|
... |
|
|
|
Nikt nie wie ile tak naprawdę noworodków umiera każdego dnia w Afryce. O tym jak tragiczna jest sytuacja można stwierdzic na podstawie 2 pytań; która to ciąża pacjentki i ile ma dzieci.
Większość pacjentów w naszym dyspanserze w Garoua-Boulai to ludzie z plemienia Borowo. Plemię bardzo biedne, koczownicze, przez inne kameruńskie plemiona uważane za najbardziej zacofane. Ludzie ci żyją w buszu, nadal ściśle według swoich tradycji. Kobiety (dziewczynki) wydawane są za mąż w wieku 12-13 lat, często nawet przed pierwszą miesiączką, gdyż panuje pogląd, że wczesne rozpoczęcie współżycia seksualnego przyspieszy pierwszą menstruację... 25-letnie kobiety Bororo na pytanie, która to ciąża odpowiadają przeważnie 6-7 lub jeszcze więcej…kobiety 35 letnie podają już liczbę większą od 13-14, ale zdarza się też 20-21…natomiast na pytanie ile dzieci żyje często słyszymy odpowiedź 3 lub 4!!!!
Większość dzieci umiera w ciągu pierwszego roku, ale wiele jest też takich, które nie przeżywają pierwszej doby lub już rodzą się martwe…Na pytanie dlaczego, co było nie tak, nikt nigdy nie zna odpowiedzi…dziecko umarło i już…nikt nie zna przyczyny…nikt też nie docieka… Skąd mają znac przyczynę, jeśli rodzą w domach i nikt nie jest w stanie im udzielić odpowiedzi. Kobiety przychodzą rodzić w szpitalach kiedy poród jest naprawdę skomplikowany, kiedy zaczynają się już bac o swoje życie... no i oczywiście jeśli mąż na to pozwoli i da pieniądze. Kobiety nie rodzą w szpitalach bo po prostu nie mają takiej możliwości, opieka zdrowotna w Kamerunie jest bardzo droga, mało kto może sobie na to pozwolić. Nawet jeśli kobieta przyjdzie do szpitala w tragicznym stanie, nikt nie udzieli jej pomocy, jeśli najpierw za nią nie zapłaci. Państwowe szpitale są tylko dla bogaczy, za poród płaci się tam kolosalne sumy…jak nie masz pieniędzy to umierasz na oczach ludzi, którzy przecież zobowiązani są udzielac pomoc wszystkim chorym i potrzebującym…
Dlatego katolickie ośrodki zdrowia cieszą się tak wielka popularnością wśród najbiedniejszej ludności, nikt tu nigdy nie zostawi pacjenta bez pomocy, bez względu na to czy ma pieniądze, czy nie. Problem tylko w tym, że często brak podstawowego sprzętu aby tą pomoc udzielic. Jeśli chodzi o porodówkę to rzadko który ośrodek ma np. inkubator, a wcześniaki rodzą się tu bardzo często. Jest wiele chorób które powodują poród przedwczesny i mimo, że noworodki są tu naprawdę silne, nieraz sama ich chęć do życia po prostu nie wystarczy. Najgorsze jest to, że większość z tych dzieci u nas udało by się uratowac…tutaj niestety gdy nie mamy podstawowego wyposażenia często mamy związane ręce…nie jest łatwe patrzenie na to wszystko ze świadomością, że gdyby taki maluch urodził się w innym miejscu, miałby może przed sobą wiele lat pięknego życia…tutaj ma niestety przed sobą kilkanaście minut lub kilka godzin męczarni gdy z trudnością łapie ostatnie oddechy. |
|
|
Poniedziałek |
|
|
|
Poniedziałki są straszne…jak zaczynamy o 8 to rzadko skończymy przed 17 (jeśli oczywiście w międzyczasie albo po pracy nie ma żadnego porodu). Pora deszczowa już w pełni, wiec koczownicze plemię Bororo wróciło z buszu i zaczynają się leczyć (oczywiście ci co zdążyli wrócic, bo wielu jest takich którzy nie przeżyli kolejnego ataku malarii albo zmarli z powodu innej tropikalnej zmory).
W weekend teoretycznie dyspanser jest zamknięty (ale zawsze ktoś dyżuruje na porodówce wiec właściwie chorzy mogą przyjść w każdym momencie, zawsze ktoś ich skonsultuje i da leki) ale i tak większość pacjentów czeka na poniedziałek, nawet jeśli ktoś jest umierający to rodzina i tak przyniesie go dopiero w poniedziałek…i nie licząc już na naszą pomoc i uratowanie ‘cadawra’ (w wolnym tłumaczeniu trupa – bo tak tu nazywają pacjentów którzy nie przychodzą o własnych siłach) zaczynają przy jego łóżku odprawiac ceremonie pogrzebowe…straszny widok, taki biedak jeszcze żyje (i często po leczeniu przeżyje) a oni już go chowają!!!
Codziennie dużo jest też konsultacji prenatalnych, oczywiście kobiety nie przychodzą żeby sprawdzic czy z ciążą wszystko OK, ale dlatego że są chore i my tylko przy okazji możemy zbadac czy dziecko dobrze się rozwija, zrobic odpowiednie badania i dac leki. Ale skąd maja wiedziec że powinny przyjść do lekarza nawet jeśli nie czują się chore??? Skąd mają wiedziec że powinny jak najszybciej leczyc malarię bo to może spowodowac poronienie??? Skąd mają wiedziec że kiłę w ciąży trzeba leczyc jeśli chcą miec zdrowe dziecko???? Skąd mają wiedziec że możemy w pewnym stopniu ochronic dziecko przed wirusem HIV, jeśli tylko matka zgodzi się wcześniej wykonac test (czego bardzo się boją i najczęściej nie chcą zrobic) a później przyjąc leki.
Nikt im nigdy tego nie mówił!!!!!! Kobiety są w ciąży tutaj praktycznie przez cale życie, już się nie dziwię gdy pytam która to ciąża i słyszę że 15-ta lub nawet 20-ta i już się nie dziwię gdy słyszę że tylko 4 lub 5 dzieci żyje. Większość dzieci nie dożywa roku!!! Ale są też takie kobiety które nie chcą być w ciąży…to przeważnie młode dziewczynki które jeszcze chodzą do szkoły, które bardzo łatwo ulegają namowom przeważnie dużo starszych panów bądź też kolegów z klasy i rozpoczynają życie seksualne nie mając pojęcia o metodach antykoncepcyjnych ani o konsekwencjach przedwczesnej ciąży.
Najgorsze jest to, że gdy taka ciąża się przydarzy, a przydarza się bardzo często, to tylko one zostają same z tym problemem. Była dziś 15 letnia dziewczynka, żeby zrobic test ciążowy, niestety wyszedł pozytywny…dziewczynka ze łzami w oczach zapytala co może zrobic żeby nie mieć tego dziecka, że ona nie może być teraz w ciąży, że rodzice wyrzucą ją z domu, że ojciec dziecka też jej nie pomoże…długo dyskutowaliśmy nad możliwymi rozwiązaniami…niestety dla niej rozwiązanie jest tylko jedno…na pewno usunie tą ciąże…i będzie miała dużo szczęścia jeśli przeżyje wszelkie zabiegi wykonywane przez miejscowych marabu (tutejszy szaman). Nikt z miejscowego personelu nie dziwił się że dziewczyna zamierza to zrobic, nie rozumieli mojego zaangażowania w próbę odwiedzenia jej od tego pomysłu…stwierdzili że nie znam Afryki, że nie żyje tutaj i że dla młodej, niezamężnej dziewczyny to jest jedyne rozwiązanie…nawet jeśli ceną ma być jej życie;-(((((
|
|
Burza |
|
|
|
Spotkalo nas nieszczescie. Poniewaz pora deszczowa juz w pelni, wiec codziennie sa ulewy, zwlaszcza w nocy sa okropne burze z grzmotami i piorunami jakich w Polsce nie widzialam nigdy.
Pech chcial ze jeden z piorunow trafil w porodowke. Mialysmy z Aska niesamowite szczescie, bo ledwo zdazylysmy stamtad wyjsc i wejsc do domu jak grzmotelo.
Cale szczescie ze ludzie z dzielnicy zobaczyli ogien, polecialysmy budzic siostry bo nie mialam pojecia co robic, nie wiem po kogo sie tu dzwoni, przeciez nie ma tu strazakow?! Chwile trwalo zanim uslyszaly nasze krzyki, ludzie zaczeli rzucac kamienie na dach zeby sie obudzily. Cale szczescie ze przypomnialo mi sie ze przeciez w samochodach musza byc gasnice, jakby nie bylo gasnic, to nie wiem co bysmy robili; chyba pozostaloby tylko czekac i patrzec jak splonie calosc. Najwazniejsze ze nikomu nic sie nie stalo, ale spalilo nam caly sprzet, najgorzej ze nie mamy sterylizatora, nie wiem co zrobimy, wysterylizowanych narzedzi starczy nam tylko jeszcze na 3 porody...a co pozniej?!?
Zapalily sie tez slupy i kable od pradu, wiec wszystko wylaczyli...zyjemy teraz bez pradu, cala dzielnica jest odcieta, najgorzej ze po kable trzeba jechac az do Bertua...wiec wszyscy twierdza ze potrwa to okolo 2 tygodni!!!
no tak...uroki Afryki...damy rade!!!!
tak wiec w zwiazku brakiem pradu kontakt moze byc teraz utrudniony.
|
|
|
<< pierwsza < poprzednia 1 2 następna > ostatnia >>
|
|
Strona 1 z 2 |